Z Sieniawy do Dakaru

Mieszkaniec Sieniawy 10 kwietnia wyruszył swoim motocyklem w samotną podróż, której trasa wiedzie przez Paryż aż do Dakaru.

 

Kamil Hejnosz, bo o nim mowa, jak sam wspomina, z motocyklami miał styczność już od dzieciństwa – w domu zawsze były jakieś WSK-i, czy „komarki”. Jeśli zaś chodzi o podróże, to tak na dobre zaczęły się one ok. 5 lat temu.

Najpierw były to podróże po Polsce: Bieszczady, Tatry. Z sezonu na sezon były one coraz dalsze. Do tej pory byłem motocyklem w 21 krajach, a moją najdalszą wyprawą było zdobycie w ubiegłym roku Przylądka Północnego Nordkap – wspomina Kamil.

Zazwyczaj jeździ sam, bo jak mówi, czuje się wtedy niezależny. Nie musi dostosowywać do nikogo swojego tempa jazdy ani tempa podróży.

Myślę, że mało osób by się znalazło, które byłoby w stanie dotrzymać mojego tempa. Jadąc w tamtym roku na Nordkap z Sieniawy zajęło mi to 4 dni, co uważam za tempo bardzo wysokie, a nawet ekstremalne, żeby w tak krótkim czasie objechać taki kawał drogi ocenia podróżnik.

Po tej podróży, kiedy objechał Morze Bałtyckie dookoła, myślał że trochę zaspokoi „głód” wyjazdów, jednak stało się dokładnie odwrotnie i stąd pomysł, by w tym roku wybrać się na wyprawę do Dakaru.

 

Solidne przygotowania

Przygotowania do niej trwały kilka miesięcy. Za motocykl, Yamahę tdm900 z 2004 r., odpowiadał brat Kamila. Wszystko zostało przeglądnięte oraz jeśli trzeba było, wymienione na nowe części. Doszło też kilka drobiazgów mających ułatwić podróż.

Motocykl został przygotowany na tyle, na ile było to możliwe. Wierzę, że i tym razem mnie nie zawiedzie. Najbardziej obawiam się sytuacji, gdyby doszło do awarii na odcinkach pustynnych, bo nie będę miał tam możliwości, by naprawić motocykl. Wtedy będę go po prostu musiał tam zostawić i spróbować jakoś wrócić do domu. Będę zdany tylko na siebie i trzeba będzie przetrwać – mówi Kamil.

To właśnie odcinki pustynne, przez Saharę Zachodnią i Mauretanię, podróżnik ocenia jako najtrudniejsze. Trzeba tam będzie przejechać „na raz” jeden odcinek liczący 500 km. Nie będzie tam możliwości, by się zatrzymać, kupić paliwo lub wodę. Trzeba mieć swoje zapasy. Kamil przed wyruszeniem na wyprawę trenował jazdę w trudnym terenie, po szutrach, błotach, lasach, off-road, bo wiedział, że takie właśnie odcinki będą czekały go na trasie.

Łącznie do pokonania ma ok. 16 tys. kilometrów. Na wyprawę przewiduje ok. 5-6 tygodni. Na terenie Europy nocuje w swoim namiocie, w Afryce planuje noclegi w hotelach.

Uważam, że ten legendarny wyścig Paryż-Dakar jest marzeniem każdego motocyklisty. To szansa na sprawdzenie umiejętności swoich i swojego motocykla. Mam nadzieję, że moja podróż będzie pełna niezwykłych widoków, emocji i wyzwań. Być może będzie to też dla kogoś inspiracja, by spełniać swoje marzenia. Czego można mi życzyć? Przede wszystkim, by motocykl nie zawiódł, nie dopadła mnie jakaś afrykańska choroba i żebym bezpiecznie wrócił, by nic złego się nie stało – mówił tuż przed startem.

 

Godzina „zero”

Wyruszył w środę, 10 kwietnia, o 3.00 rano, na motocyklu zapakowanym po brzegi. By nic na trasie go nie zaskoczyło. W kieszeni międzynarodowe prawo jazdy i książeczka szczepień. Wyruszył samotnie, gotowy na wszystkie wyzwania, jakie przyniesie mu droga. Do Paryża jechał przez Czechy, Niemcy i Szwajcarię, dotarł tam po czterech dniach. Po Francji, była Hiszpania i Portugalia. Gdy powstawał ten tekst, Kamil dotarł do Maroka, gdzie czekała go ciężka przeprawa przez góry. Przejazd po mokrej glinie w deszczu, śniegu, a na koniec w okropnym upale. Później miało być jeszcze ciężej, bo czekała Sahara Zachodnia, Mauretania, Senegal, może Gambia. Po drodze Kamil zaplanował odwiedzenie kilku ciekawych miejsc, takich jak góry Atlas, czy przełęcz Dades. Punktem docelowym ma być jednak Dakar na terenie Senegalu, a dokładniej Różowe Jezioro będące metą legendarnego wyścigu. Czy się uda? Wyprawę Kamila możecie śledzić w jego mediach społecznościowych pod nazwami: „moto_adventures2019” (Instagram) oraz „Kamil Adv” (Facebook).

 

DP/fot. FB Kamil Adv