Życiowe kaleki

Kiedy jedni już zdążyli zapomnieć, że mieli ferie zimowe, inni dopiero je zaczynają. Górale cieszą się, bo tym razem to „Warszawka”, a więc teoretycznie więcej dutków. Proporcjonalnie więcej też skręconych kostek i złamanych nóg po wygibasach na stokach. A tych przypadków już do tej pory było sporo, jak alarmowały szpitale w okolicach Zakopanego i innych popularnych zimowych miejscowości. Niestety, były też informacje potwierdzające, że nad są wśród nas tacy, u których na bakier z samodzielną i trzeźwą oceną sytuacji. Trzyosobowa rodzina wybrała się w góry. Z rocznym dzieckiem, bez przygotowania fizycznego, ubrani bardziej jak na spacer po Krupówkach niż wymagający szlak zimą. Całkowicie ignorujący ostrzeżenia dotyczące pogody i panujących warunków. Oczywiście samozwańczych miłośników górskich wycieczek sprowadzać musieli ratownicy. Skończyło się na wyczerpaniu, przemarznięciu i sławie (lub raczej niesławie) w Internecie. To tylko pokazuje, że ludzie choć chcą mieć wolny wybór, nie zawsze potrafią z niego właściwie korzystać. Może niektórzy zostali mentalnie w poprzedniej epoce, gdzie bez większych wysiłków dorośli mieli pracę, a dzieci zapewnione wyjazdy na kolonie, bo państwo „opiekowało się” pod tym względem (choć czasem nawet aż za bardzo). To wygodne, ale też rozleniwia społeczeństwo. Sprawia że nie chce się brać odpowiedzialności za cokolwiek, bo przecież można tylko ciągle czekać z wyciągniętą do innych ręką. „Dej, bo mnie się należy” to i dziś dewiza życiowa wielu.

Często więcej złego niż dobrego wynika z działań rodziców, którzy tłumacząc je troską i zaangażowaniem w wychowanie, zimą boją się wypuścić swoje dzieci na zewnątrz „bo jest zimno”, a nastolatkom sprzątają w ich pokojach. Zdarza się też, że kryją je pod swoimi opiekuńczymi skrzydłami przed całym złym światem w obawie że przesiąkną wszechobecnym „debilizmem”, bo przecież ich dziecko jest inne; lepsze. Później tylko przy byle porażce, mimo zdobytej szerokiej wiedzy teoretycznej, potknie się emocjonalnie i być może nawet już nie podniesie, bo kuleć będą inne umiejętności, których nie miało szansy rozwinąć. Czasem nie jest najważniejsze, by przepisać sześć stron notatki i nauczyć się jej słowo w słowo, jednocześnie nie rozumiejąc z tego nic a nic, zadowalając jednak rodziców i nauczyciela. Nie chodzi też o to, by cisnąć na poprawę z czwórek na piątki, czy wysyłać pociechę na każdy możliwy konkurs, by zdobyło punkty do świadectwa. Z dzieci tworzą się kolejni dorośli, którzy kontynuują istnienie tego świata i od lat wygląda on tak samo, mimo że może się wydawać, że otoczenie się zmienia, a my dzięki nabytemu doświadczeniu i wiedzy żyjemy i działamy lepiej. Ciągle jednak powtarzamy te same błędy. Nadal wybuchają wojny, bogaci bogacą się, a biedni popadają w coraz większą biedę. Mamy w głowach coraz więcej, ale najwyraźniej nie stajemy się od tego mądrzejsi.

 

Dominika Prokuska