Strefa zapowietrzona

Ostrzeżenia, że właśnie docieramy do strefy zapowietrzonej, wiszą przed wjazdem do Jarosławia. Są też w innych miejscach. Można je spotkać w powiecie jarosławskim i przeworskim. Zwracają uwagę, że pomór świń szaleje. Czasem takie zapowietrzenie ostrzega też przed wścieklizną. Mamy też dystans społeczny tak chętnie używany obecnie do walki z koronawirusem. Oba określenia idą w stronę idiomów, czyli znaczą coś innego, niż z logicznego rozumowania by wynikało. U nas jest tak, iż zdarza się, że zdążają w wyższą formę i przybierają postać idiotyzmów.

 

Mechanik mówiąc o zapowietrzonej pompie paliwowej, informuje że w tym urządzeniu jest powietrze, tam gdzie ma być benzyna. Natomiast taka strefa daje nam znać, że tam gdzie było powietrze, jest ono nadal, ale może w nim czaić się wirus. Społeczeństwo opiera się na wzajemnych stosunkach międzyludzkich. Należałoby więc rozumieć, że dystans społeczny będzie formą wyobcowania, a tu okazuje się, że jest on nakazem zachowania zalecanej przez ministra odległości. Wystarczyłoby stwierdzenie – zachowaj dystans, ale z określeniem społeczny brzmi lepiej. Może nie mądrzej, ale jaką ma rangę.
Ostrzegać jednak trzeba i jak najbardziej należy. Choć warto brać pod uwagę, że i tu możemy przesadzić. Jeśli władający i ich wazeliniarze pójdą zbytnio w stronę upomnień i pouczeń, to wyjdzie, że mamy społeczeństwo idiotów. Idąc tym tropem wybrani z tej grupy też nie mogą być inni.

Jednak na wszelki wypadek należy przestrzec przed cisem w jarosławskim parku, bo trujący. Niekonsekwentne to, bo trujących roślin dookoła nas jest dużo, a ostrzeżeń nie ma. Są przecież gatunki kwiatów doniczkowych, które mogą na tamten świat wysłać, a stoją w domach i nikt nie wiesza tabliczek.

Jesień już za pasem to i kasztany spadają. Warto uważać, ale niekoniecznie trzeba stawiać tablice informujące, że taki kasztan kiedyś zleci. Takie ostrzeżenia stawiają w złym świetle mieszkańców, bo dają do zrozumienia, że do najmądrzejszych to oni nie należą. W Przeworsku jednak apelują, by kasztany jesienią omijać. Drzew, na których gnieżdżą się gawrony na razie nie ruszają, a w ich koronach też czai się zagrożenie w postaci spadających odchodów. Zwykli ludzie nie zawsze są tacy jak ich przedstawiciele i nauczyli się, że zagrożeń jest wiele, ale można ich uniknąć. Tak jak Eskimos, który już od pieluch wie, że żółtego śniegu jeść nie należy, bo to niehigieniczne.

Coraz więcej Czytelników dzwoni i narzeka, iż urzędy tak dokładnie się zamknęły, że nawet telefonów nie ma kto odebrać. Na szczęście nie wszystkie. W naszej okolicy przoduje jeden samorząd i nie jest to gmina. Zostawmy go na razie w sferze anonimowości. Może się zreflektuje. Na telelekarzy narzekają mniej, bo ich rolę przejęły suplementy reklamowane wszędzie. Działają na zasadzie opisanej już w Biblii polegającej na tym, że wiara uzdrawia, a jeśli nawet nie uzdrowi, to przynajmniej da nadzieję.

Jedna z gmin umieściła na stronie internetowej informację dla osób doświadczających trwale lub okresowo trudności w komunikowaniu się. Biorąc pod uwagę to, co się teraz dzieje sprawdziłem, co radzą. Okazało się, że dotyczy niesłyszących. Czyli z nadzieją też nie przesadzajmy.

Roman Kijanka