Opieszałość państwa zrobiła z nas biedaków

Małżeństwo z Jarosławia zostało doprowadzone do ogłoszenia upadłości konsumenckiej.

 

– Nie mamy nic. Nawet naszymi rentami zarządza syndyk. Wszystko zaczęło się od tego, że właściciel dzisiaj już upadłego Resmięsu nie zapłacił mi w 1998 r. 138 tys. zł za dostarczony towar. Walczyłem o swoje przez 23 lata. On się wymigiwał i końcem lipca tego roku dopiął swego. Sprawy się przedawniły. Sąd wszystkie umorzył. Nasze pieniądze przepadły – opowiada pan Jan.

63-letni mieszaniec Jarosławia widząc, że razem z żoną są w sytuacji bez wyjścia i mimo starań nie spłacą długów, które wyrosły po oszukaniu go przez właściciela Resmięsu postanowił skorzystać z możliwości jaką daje upadłość konsumencka.

 

Upadłość dała mi nadzieję

Te 138 tys. zł mnie pogrążyło. Zrobili ze mnie bankruta, a żadna instytucja nie ruszyła palcem, by pomóc. Nikt się mną nie interesował, a dziwnym trafem przyjmowano wszystkie tłumaczenia właściciela firmy, który zabrał moje pieniądze. Sprawa była prosta, a mimo to dopuścili do jej przedawnienia. Nikomu włos z głowy nie spadł, tylko moje pieniądze przepadły – opisuje mężczyzna. Z dobrze prosperującego zajęcia jakim było pośredniczenie w skupie żywca pan Jan stał się niewypłacalny i coraz częściej odwiedzał go komornik. Próbował ratować swoją działalność, ale rzeczywistość go przerosła. By zapłacić rolnikom za żywiec musiał wziąć kredyt. Zaległości narastały. – Sprzedaliśmy dom. To nie pokryło wszystkich długów, ale ostatecznie udało się większość zobowiązań uregulować. Dobił nas kredyt. Wzięliśmy 20 tys. zł. Spłaciliśmy 11 tys. Zostało 9 tys. i przyszedł taki okres, że nie mieliśmy ani grosza na spłatę. Bank sprzedał nasz dług firmie windykacyjnej. Ta sprzedała kolejnej i po przejściu przez kilka takich firm z wysokimi odsetkami naliczanymi codziennie okazało się, że zalegamy nie 9 tys. zł tylko prawie 200 tys. zł. Zostaliśmy nędzarzami. Bez domu. Z okrojoną emeryturą żony, moją rentą i częstymi wizytami komornika. Nasze konta bankowe zajęto. Doszliśmy do wniosku, że do końca życia zostaniemy na dnie i wtedy przyszła myśl o upadłości konsumenckiej – opowiada pan Jan.

Sąd ogłosił upadłość konsumencką małżeństwa początkiem tego roku. Sprawa trafiła do syndyka, który będzie zarządzał ich majątkiem, z którego zostały tylko comiesięczne wypłaty emerytury i renty. Pan Jan dostaje co miesiąc 950 zł i 400 zł z jego konta ściąga syndyk. Jego żona ma 1220 zł emerytury, a na koszt długów zabierają jej 500 zł. – Upadłość ustabilizowała naszą sytuację. Wiemy ile pójdzie na koszt zadłużenia. Ile nam zostaje, a co najważniejsze pojawiła się nadzieją, że jeszcze zaczniemy nowe życie. Beż żadnych zobowiązań – podkreśla mężczyzna.

 

Zrobiłem, co mogłem. Ktoś zawalił

Pan Jan zauważa, że nie czekał na rozwój wypadków, tylko szybko interweniował. W 1998 r. mu nie zapłacili, a już rok później skierował sprawę do sądu. Chciał odzyskać swoje pieniądze. – Właściciel przedstawiał zwolnienia, uchylał się, a sąd przyjmował jego tłumaczenia. On w tym czasie zakładał kolejne firmy. Skrzywdził mnie i wiele innych osób. To było zamierzone. Organy państwa polskiego nie zrobiły nic, by pomóc w odzyskaniu tych pieniędzy. Sąd działał tak, że doprowadził do umorzenia sprawy z powodu przedawnienia. Nikt nie stanął po stronie oszukanych. Stracili pieniądze. Były właściciel Resmięsu może im się w twarz zaśmiać – podsumowuje pan Jan.

 

Czym jest upadłość konsumencka?

O upadłość konsumencką mogą się starać tylko osoby fizyczne, nie posiadające osobowości prawnej, czyli nie mogą z niej korzystać firmy i organizacje. – Może ją ogłosić każdy, kto nie może regulować bieżących zobowiązań, czyli raty i inne płatności stają się niespłacalne. By ją ogłosić należy mieć co najmniej jednego wierzyciela. Wniosek o ogłoszenie upadłości trzeba złożyć w Wydziale Gospodarczym Sądu Rejonowego w Rzeszowie w sekcji upadłości. Wniosek jest dość obszerny, ale dołączona jest instrukcja. Trzeba podać pełną listę wierzycieli i wyszczególnić swój majątek zawrzeć tez informację o dochodach i kosztach utrzymania – wyjaśnia radca prawny Dawid Hoffman. To on prowadził sprawę pana Jana. – Sąd ustala, czy istnieje możliwość spłaty zobowiązań w całości bądź w części i ustala plan spłaty. Jest to korzystniejsze rozwiązanie w porównaniu z egzekucjami komorniczymi, ponieważ dłużnik ma określoną miesięcznie kwotę spłaty. Określony jest także czas spłacania. Sąd bierze pod uwagę m.in. czy mieliśmy wpływ na powstanie długów, czy były one niezależne od nas. Inaczej popatrzy na osobę, która wpadła w zadłużenie z powodu choroby lub utraty pracy, a inaczej na kogoś, kto źle rozplanował swoją gospodarkę finansową. Warto wnieść o umorzenie zobowiązań bez planu spłaty, ponieważ zdarzają się sytuacje, że sąd przychyla się do takiego rozwiązania, uznając dłużnika za upadłego, który swoich zaległości nie musi spłacać – wyjaśnia D. Hoffman. Warto wiedzieć, że sąd bierze pod uwagę potrzeby mieszkaniowe dłużnika i jego rodziny oraz bieżące wydatki, czyli po ogłoszeniu upadłości nie zostajemy pozbawieni dochodów pozwalających na utrzymanie.

 

Upadłość a egzekucja komornicza

Komornik może latami dochodzić spłaty długów i wiążą się z tym znaczne koszty. W przypadku upadłości jest ustalany czas spłaty, a złożenie pozwu kosztuje 30 zł. Gdy czas spłaty minie osoba z ogłoszoną upadłością zaczyna życie z czystą kartą, bez żadnych zobowiązań.

 

Coraz więcej pozwów

– Po okresie obostrzeń związanych z pandemią i wyłączeniach uderzających w zakłady pracy jest wiele osób, których sytuacja ekonomiczna uległa radykalnemu pogorszeniu. Liczba spraw o upadłość konsumencką rośnie lawinowo i coraz więcej osób rozważa taką możliwość. Jeśli doszło do sytuacji, że długi przerosły możliwość spłaty, warto rozważyć złożenie wniosku o upadłość konsumencką – uważa D. Hoffman. – Wiem, że często takich ludzi nie stać na prawnika. U mnie mogą liczyć na darmową poradę w tym zakresie – dodaje.

erka