Polska jesień

Szaro i ponuro. Żniwa kukurydziane w pełni. Liście spadły, ale nie wszystkie. Brzozy zachowały ich jeszcze sporo. Buki zrzucają na potęgę. Dęby trzymają dłużej. Może dlatego, że wiosną czekały z zazielenieniem. Wierzby wolno wycofują chlorofil. Korzystają z jesiennego słońca, choć go nie widać. Nadchodzi czas pisania listów do Mikołaja. W kraju jak zwykle zawierucha.

Złota polska jesień za nami. Odeszła zanim przyszła. Mało kto zauważył. Są ważniejsze sprawy niż pogoda. Choćby to, że w kraju zamieszkałym głównie przez Polaków, każdy ma swoje pojęcie narodu. W kraju ludzi wierzących, każdy ma swoją religię. Wiadomo tylko, że przychodzi jesienią czas słoneczny i kolorowy z unoszącymi się na spokojnym wietrze pajęczynami. Polski okres. Przynajmniej z nazwy.

Cała reszta określeń zwierająca w sobie pojęcia polski, narodowy, patriotyczny zawiera tyle niejasności i jest tak wieloznaczna, że każdy sam sobie jest Polakiem, a jego polskość jest całkiem inna od polskości sąsiada. Do tego stopnia, że jeden dla drugiego staje się śmiertelnym wrogiem.

Niepodległość też rozumiemy różnie. Niektórzy uważają nawet, że jej jeszcze nie ma, bo jak inaczej rozumieć wszczynanie bojów. Wszak walczymy wtedy, gdy ktoś zabiera nam podstawowe prawa. Koronawirus zabiera nam zdrowie, więc staramy się go zniszczyć. Na razie zmobilizowaliśmy siły żeby wolniej zarażał, bo szpitale padną. Staramy się niwelować skutki. Przyczyna ma się dobrze, ale kiedyś znajdziemy sposób by drobnoustroja uśmiercić. Pewności jednak nie ma, ale nadzieja jest.

Długie wieczory skłaniają do rozmyślań. Kto nie chce zbytnio nadwyrężać mózgownicy może siąść przed telewizorem. Programy informacyjne wszędzie są takie same. Wirus, marsze i polityczne rozróby. Na okrasę jakiś wypadek, albo inna tragedia. Jak jedni mówią, że coś było złe, to inni zaraz zapewniają, że to właśnie jest dobre, a złe jest to, co oni uważają za dobre. Każdy dostanie to co zechce, a jak nawet nie chce to też dostanie. Serce rośnie i duch mocniejszy. Tym bardziej, że pozostaje w nim coraz więcej szarzyzny. Można też film, albo nawet serial obejrzeć. Wśród propozycji przeważają wyświetlane kolejny raz tytuły z ubiegłego wieku o dramatycznym wydźwięku. Czasem pojawi się coś bardziej radosnego, ale jak mówią przypadek potwierdza regułę. Czasem można boki zrywać, ale to zdarza się, gdy przemawia ważna osobistość. W sumie mamy pomieszanie białego z czarnym, czyli szarzyznę.

Tak będzie zawsze, gdy ścierają się kompletnie różne podejścia. Gdy wychodzimy z założenia, że nasze zdanie jest jedyne i prawdziwe, a to co myślą inni jest złem i świadczy o ich głupocie. Świat jest różnorodny. Nie powstał po to, by spełnić chore wizje wyróżnionych. Jest dla wszystkich. Taki był zamysł Stwórcy, który ofiarował nam miejsce do realizowania siebie zgodnie z własnym rozumem. Nasza sprawa jak wykorzystamy wolność w decydowaniu. Bo tylko wtedy można mówić o rozliczeniu, kiedy można wybierać.

Mimo wszystko życie jest kolorowe. Jak je widzimy zależy od tego, co dla nas ważne. Jeśli jesteśmy sobą, a nie zlepkiem stworzonym przez innych, to nasze istnienie zawsze będzie barwne. Pomieszanie różnych podejść i wizji stworzy kompleksy i szarość.

 

Roman Kijanka