My tu gadu-gadu, a życie…

Zbliżający się listopad powinien skłaniać do zadumy nad celowością naszego życia i codziennej „tułaczki” na trasie dom–praca–dom. Tegoroczny listopad jest jednak wyjątkowy i inny niż dotychczasowe. Nie zmusza do refleksji nad śmiercią, bo ta refleksja towarzyszy nam w zasadzie od marca tego roku.

 

Zazwyczaj trudne sytuacje przerażają. Przerażają na początku, a potem okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Przez chwilę wydawało mi się, że tak będzie z pandemią; że choć na wiosnę sytuacja wydawała się poważna, to jednak z czasem ocenimy, że lockdown to było dmuchanie na zimne. Niestety, ciężko dziś powiedzieć, że tak właśnie było. Właściwie to nawet nie możemy powiedzieć, że najgorsze za nami. Bez względu na to czy w koronawirusa wierzymy czy nie, nie da się ukryć, że sam jego temat namieszał wszystkim w życiu.

Przecież korona bombarduje nas ze wszystkich stron. Statystyki nas straszą, strach nas gubi. Media lubią mocne tematy, a wirus dostarcza ich aż nadto. Dziś dziesięć, jutro dwanaście, a pojutrze może i piętnaście tysięcy „ukoronowanych” przybliża tych zdrowych do nieuchronnego, a zarazem znieczula na te dane. Liczby od pewnego poziomu są abstrakcyjne. Jeśli ktoś płaci za coś dwadzieścia tysięcy złotych, to można jeszcze sobie to wyobrazić. Jeśli w grę wchodzą miliony, to stają się to nic nieznaczące cyferki.

I tak oto temat Covid-19 zajmuje wszystkie media i wystąpienia polityczne, podczas gdy w tle dzieje się wiele ciekawych rzeczy. Przechodzą one niepostrzeżenie, bo przecież „zdrowie” jest teraz priorytetem. Szkoda tylko, że tak mało się mówi, jak o nie realnie dbać. Próżno szukać w wiadomościach czy w sejmie zachęty do wysiłku fizycznego, do odpowiedniej selekcji produktów spożywczych albo do wysypiania się. Wręcz przeciwnie – zamknąć się i nie ruszać. Minęły już wakacje, a zamiast relaksu zaserwowały nam jedynie niepokój i frustrację z niewypoczęcia. Czy tak samo przejdą nam najbliższe listopadowe święta?

 

Jest taki dowcip, który przypomina mi naszą dzisiejszą sytuację. Żółw przychodzi kilka razy po szklankę wody do sklepu, aż w pewnym momencie zaciekawiony sprzedawca pyta po co zwierzęciu ta woda. Żółw odpowiada na to: – My tu gadu-gadu, a tam mi się chałupa pali!

 

Nasze życie w dobie pandemii wymaga głębokiego przemyślenia i rekonstrukcji. Biegasz co chwilę po szklankę wody pozornie walcząc z problemem czy skupiasz się na realnym działaniu?

 

Sebastian Niemkiewicz