Muszą się pogodzić ze smrodem

Uchylona, ale przyłożona kawałkiem betonu pokrywa zbiorczej studzienki kanalizacyjnej. Dookoła kałuża mętnej cieczy i unoszący się fetor. Taki widok pokazuje nam pan Jan, mieszkaniec Czelatyc. – Tu często wypływają ścieki, ale to co działo się przy ostatnich ulewach przerosło najczarniejsze wizje. Brudna woda nas zalała. Na ogrodzeniu pełno było śmieci z kanalizacji. Wisiały strzępy papieru toaletowego i unoszący się wszędzie smród – opowiada mężczyzna.

 

– To była kryzysowa sytuacja. Intensywne opady doprowadziły do podtopień oraz do całkowitego zalania instalacji kanalizacyjnej. Nadmiar wody wylewał się przez niżej położone studzienki. Na takie sytuacje nie mamy żadnego wpływu – tłumaczy Marek Winiarski – inspektor ds. gospodarki komunalnej w Urzędzie Gminy w Rokietnicy. Tłumaczy, że w sytuacjach powodziowych należy liczyć się z takimi problemami. Przy normalnych opadach kanalizacja spełnia swoją funkcję. W czasie ulew nie daje rady. Zalanie instalacji zostało zgłoszone służbom wojewódzkim jako szkoda powodziowa.

 

Wyciekają częściej

Mieszkający w pobliżu studzienki twierdzą, że wypływ ścieków występuje za często. Nie zawsze musi być poprzedzony nadmiernymi opadami. – Interweniowaliśmy w gminie już wcześniej. Jeszcze za poprzedniej kadencji rozmawialiśmy z panią wójt. Zapewniała, że będą szukać rozwiązania. Dzisiaj już nawet nie chcą z nami rozmawiać. Zgłaszałem do ochrony środowiska, szukałem pomocy w innych instytucjach. Przerzucają się kompetencjami, a ścieki wypływają – tłumaczy pan Jan. Według niego sąsiadujący z podwórkiem odcinek instalacji został wykonany wadliwie. To powoduje problem. Wystarczy tylko zmodernizować odpływ i kłopot się skończy. Mężczyzna zgadza się z tym, że potężne ulewy mogą doprowadzić do wycieku, ale uważa, że tu występuje za często. – Nawet trawa wyginęła. Tylko czekać, a pojawią się insekty – mówi. – Jedynym działaniem jest udrażnianie rowu odprowadzającego ścieki. Czy tak wygląda ochrona środowiska – pyta pan Jan.

 

Opady i zdolności oczyszczalni

Zalane studzienki nie pomieściły nadmiaru wody. Trudno mówić, że wypływały ścieki, bo w większości była to woda opadowa. Taka sytuacja może się powtórzyć, ale tylko w sytuacjach kryzysowych, wtedy gdy występują nadmierne opady powodujące podtopienia – tłumaczą w gminie.

Oczyszczalnia ścieków położona niedaleko od studzienki dokuczającej sąsiadom może przetworzyć 669 metrów sześciennych na dobę. W normalnych warunkach wpływa do niej około 400 metrów sześciennych. Ma więc zapas i może normalnie działać. Według szacunków gminy napływ w czasie ostatnich nawałnic dochodził do dwukrotnych możliwości oczyszczalni. Takich ilości nie mogła ona pomieścić. Poszły więc bokiem.

Władze gminy zapewniły, że otoczenie studzienki zostanie oczyszczone. Otrzymaliśmy też informację, że starają się rozwiązać problem poprzez modernizację odcinka instalacji. Niestety przerobienie jej na kanalizację ciśnieniową z przepompownią nie wchodzi w rachubę ze względu na koszty. Szukają wśród tańszych rozwiązań.

erka