We wtorek, 30 grudnia, rolnicy w całym kraju wyjechali na drogi. Wszystko dlatego, by zwrócić uwagę na szkodliwość mającej wejść w życie umowy pomiędzy Unią Europejską, a krajami Mercosur. Swój głos w sprawie wyrazili też m.in. rolnicy z powiatu przeworskiego.
Wtorkowy wyjazd na drogi to realizacja zapowiedzi środowisk rolniczych, które sprzeciwiają się ratyfikacji umowy UE-Mercosur. Rolnicy obawiają się napływu taniej żywności z Ameryki Południowej, która może nie spełniać restrykcyjnych norm unijnych, co doprowadzi wiele polskich gospodarstw do bankructwa. Mówili o tym m.in. rolnicy z powiatu przeworskiego, którzy tego dnia zorganizowali spotkanie opłatkowe, przy okazji zaznaczając problem, z jakim wkrótce może mierzyć się nie tylko Polska.
– Niestety, ale Mercosur prawdopodobnie dwunastego może zostać podpisany. Sprzeciwiamy się temu, bo żywność która przyjedzie z Brazylii nie będzie żywnością zdrową, a nas, rolników, ta konkurencja wygryzie z rynku. Widzimy problem w całym kraju, nie tylko u nas, nie mówiąc o tym, że mamy problem z Ukrainą, który to temat jest pomijany, ale w tej chwili największym problemem jest Mercosur. Minister tylko zdjęcia i filmiki nagrywa, zamiast zająć się tym, co powinien. Nie jesteśmy tutaj po to, by utrudnić ludziom życie, ale po to, by wszyscy mieli co jeść i z czego żyć. Nasze rolnictwo stoi na skraju bankructwa i wykończenia, zaorania go, a nasza władza sprzedaje rolników w białych rękawiczkach. Znajdują się tutaj plantatorzy buraka cukrowego, którzy przez x lat siali. Niestety, na dzień dzisiejszy ta produkcja może zostać zaniechana, a cukier przyjedzie z Brazylii, gdzie produkowany jest na substancjach aktywnych, które są zabronione w Polsce od co najmniej 20 lat. Jeżeli tak dalej pójdzie, nie będziemy nawet wiedzieć, co spożywamy, a potem będziemy się dziwić, że są nowotwory i inne choroby. Tak samo z inną żywnością. Tutaj mamy problem, który jest widoczny od 3 lat, ale minister dalej nic nie robi – mówił Stanisław Duchań z Ruchu Obrony Rolnictwa.
Warto wspomnieć, że protest na Podkarpaciu, w przeciwieństwie do blokad w innych częściach kraju, miał jedynie charakter „powolnego przejazdu”. Dało się zauważyć, że kierowcy bardziej wykazywali zrozumienie i popierali rolników, niż narzekali na chwilowe utrudnienia na drodze.
DP
