Z Mateuszem Morawieckim; byłym premierem Polski, posłem na Sejm Prawa i Sprawiedliwości, który otwierał nowy most na Sanie w Jarosławiu rozmawia Tomasz Strzębała.
Jarosław doczekał się wreszcie drugiej przeprawy na rzece San. Budowa nowego mostu była pierwszym zadaniem realizowanym z programu „Mosty dla Regionów”, który ogłosił pan w 2018 roku. Jest pan dumny z tej inwestycji?
– Dumny, to mało powiedziane. Bardzo się cieszę, bo jak widać program Mosty dla Regionów zdał egzamin. Ta inwestycja jest niezwykle ważna nie tylko dla mieszkańców Jarosławia i okolicy, którzy dotąd mieli tylko jedną możliwość przedostania się na drugą część miasta i tereny podmiejskie okalające miasto od strony Szówska, Wiązownicy, Koniaczowa czy Sobiecina. To bardzo istotna część trasy w stronę Lubaczowa, dalej na Tomaszów Lubelski i dalej na północ do Zamościa. Droga, która otwiera się na „siedemnastkę”, czyli łączy – można powiedzieć – autostradę A4 z „ekspresówką” S17. Trzeba przy tej kwestii wspomnieć o szczególnej aktywności posłów z tego regionu, choćby o poseł Annie Schmidt, która zabiegała o jego budowę. Parlamentarzyści pokazywali, że układ komunikacyjny naszego kraju jest niejako sfragmentaryzowany, niepołączony ze sobą ze względu na brak przepraw przez cieki wodne, przez rzeki. I stąd pomysł aby nasz Rządowy Program Rozwoju Dróg, Rządowy Fundusz Polski Ład – Program Inwestycji Strategicznych, budowy obwodnic, który pojawił się później był również skorelowany z nowymi przeprawami. Chyba wszyscy zdają sobie sprawę, że zrobienie 1 czy 2 km takiej przeprawy jest kilka razy droższe niż zbudowanie kilku kilometrów dróg ekspresowych. Dlatego po naprawie finansów publicznych, jak uszczelniłem razem z moimi współpracownikami z Ministerstwa Finansów budżet państwa polskiego, to wiedziałem, że w kolejnych latach będzie można przeznaczyć pewną pulę pieniędzy na inwestycje infrastrukturalne w duże ciągi komunikacyjne. Mówiąc o znaczeniu tej inwestycji należy powiedzieć też o przedsiębiorcach, z którymi bardzo często rozmawiam. Jak ich przyciągam na tereny polski wschodniej, to zarówno ci krajowi jak i zagraniczni pytają mnie o układ komunikacyjny. „No tak, ale jak my tu zrobimy jakieś centrum usług czy zakład produkcyjny, jak my stąd będziemy się komunikować ze światem zewnętrznym” mówią kolokwialnie. Właśnie na tym polegały też moje rozmowy z Marszałkiem Województwa Podkarpackiego Władysławem Ortylem, z minister Anną Schmidt, żeby stworzyć warunki, podglebie pod rozwój przedsiębiorczości. Dawaliśmy raczej wędkę niż rybę, bo łatwo jest przekazać jakieś pieniądze, ale trudniej jest w taki sposób je zainwestować, żeby w sposób trwały przyczyniały poprawy relacji gospodarczych danego regionu. Nowy most w Jarosławiu będzie miał fundamentalne znaczenie w dalszej przyszłości. Również jeśli kiedyś jeszcze przyjdzie nam kierować nawą rządową, to będziemy starali się inwestować właśnie w ten ciąg komunikacyjny polski wschodniej, żeby inwestorzy, przedsiębiorcy mogli lokować tutaj swoje nowe inwestycje.
Tworząc program „Mosty dla Regionów” zapowiadaliście, że do końca 2025 roku w Polsce powstanie w sumie 22 takie inwestycje. Ile udało się ich zrealizować? Czy obecny rząd kontynuuje wasz pomysł?
– Ponad 15 takich inwestycji jest na różnym etapie. To są często skomplikowane przeprawy przez rzeki, które wymagają długotrwałych uzgodnień środowiskowych. Niestety muszę powiedzieć, że moi następcy wstrzymali szereg prac nad kolejnymi przeprawami przez rzeki, nad kontynuacją naszego programu „mosty dla regionów”. Oczywiście tam gdzie prace są już rozpędzone tam, gdzie inwestycja jest już w zawansowanej formie, są realizowane, bo przecież nie doprowadzą ich do połowy i przerwą. Tego nie zrobią, bo będzie to wtedy świadectwo ich nieudolności, Jednak w wielu miejscach prace niestety zostały zatrzymane. Zarówno przy obwodnicach jak i przy drogach lokalnych, zwłaszcza powiatowych, gminnych i wojewódzkich. Ubolewam nad tym, ale obiecuję, że jeśli wrócimy do władzy, to ja taki program na pewno przygotuję po raz kolejny. Po to, żeby zwiększyć szansę na sprawiedliwy rozwój właśnie nie tylko Warszawy, Krakowa. Lublina czy Rzeszowa, ale właśnie Jarosławia, Przeworska, Radymna czy też Lubaczowa. Tutejszych miast i miasteczek, tak aby ludzie widzieli dla siebie perspektywy na życie, na edukację, na kształcenie dzieci, na znalezienie godnej pracy.
Przechodząc do kwestii obecnego rządu, jak pan ocenia obecną sytuację gospodarczą polski pod rządami koalicji Donalda Tuska?
– Oceniam bardzo źle. Dostali od nas w prezencie rozpędzony pociąg gospodarczy, ustabilizowaną sytuację finansową po 8 latach naszych rządów wzrost gospodarczy realnego PKB 32-33%. Dla porównania 8 lat moich poprzedników to 24%, czyli my mieliśmy znacznie szybszy wzrost gospodarczy i to mimo wielkich klęsk, które spadły na Polskę. Mam tu na myśli COVID, wojnę na Ukrainie, czy kryzys energetyczny. Mają bardzo dobrą koniunkturę gospodarczą, a jednak ludzie odczuwają drożyznę, a w budżecie zaczyna brakować pieniędzy. Przestali realizować inwestycje, choćby te o których wspomniałem wcześniej – wiele obwodnic i budowę mostów. Wstrzymali realizację samochodu elektrycznego „Izera”. Doprowadzili do opóźnienia i okrojenia programu CPK, który teraz w nowej formule z powrotem próbują przywracać – straciliśmy przez to kilka lat. Ta wielka dziura budżetowa i dług publiczny, który rośnie najszybciej od 35 lat, to najlepsze świadectwo nieudolności tego rządu. Będziemy niestety te długi musieli w przyszłości spłacać.
Wspominał pan o Ukrainie, czyli kraju z którym powiat jarosławski graniczy bezpośrednio, dlatego chciałem zapytać też o ocenę polityki zagranicznej obecnego rządu, w szczególności związanej z Ukrainą?
– Również oceniam ją źle. Nie mogę powiedzieć wiele dobrego w tej kwestii jeśli chodzi o obecny rząd. Kiedy byłem premierem broniłem polskich interesów. Ukraina jest buforem oddzielającym nas od Rosji, tak jak jeszcze zakładał niegdyś Józef Piłsudski. Gdy wybuchła wojna, trzeba było zrobić wszystko co możliwe, żeby zaraz ruscy żołnierze nie stali na całej szerokości wschodniej granicy, i to właśnie robiliśmy. Trzeba było działać natychmiast. Gdy zostało utrzymane istnienie samodzielnego państwa ukraińskiego, przyszedł czas na to, żeby na zasadzie wzajemności, wymagać znacznie więcej, patrząc na to skalę naszego wsparcia, zwłaszcza w kwestii naszej historii. Nie możemy odpuścić kwestii ekshumacji, ani żadnego działania, którego wymaga nasz interes narodowy. Gdy artykuły rolne z Ukrainy zaczęły zalewać polski rynek w kwietniu2023 roku wdrożyłem embargo, potem Komisja Europejska je usankcjonowała, ale tylko do września. Samodzielnie podpisałem kolejne embargo na kolejny czas. Po kilku latach przerwy doprowadziłem razem z ministrem Michałem Dworczykiem i premierem Piotrem Glińskim do pierwszych ekshumacji na Wołyniu i Galicji Wschodniej. Walczyliśmy o interesy polskich transportowców. No i potem nastąpiła zmianami widzimy dzisiaj rząd, który na styku z Ukrainą nie dba wystarczająco o nasze sprawy. Dobrze, że jest prezydent Karol Nawrocki, który artykułuje nasze interesy bardzo jednoznacznie. Polskie rolnictwo, sektor transportowy, ekshumacje, ale także rola polskich przedsiębiorców na Ukrainie w przypadku kiedy pokój zostanie podpisany – to filary relacji z Ukrainą. Cieszę się, że prezydent wypowiada się w tych kwestiach w sposób bardzo jasny.
Wizytując Podkarpacie opuścił pan zwołane przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego zebranie Prezydium Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości. Szef PiS-u bardzo liczył na pana przybycie. Ponoć w partii są podziały, stworzyły się dwie frakcje, jedna z nich wiązana jest z pana osobą. Podczas rozmów z mieszkańcami właśnie między innymi na Podkarpaciu mówił pan, że w trudnym czasie potrzebę są zgoda i jedność. Jest z tym problem w państwa partii?
– Miałem już ustalone spotkania na Podkarpaciu, nawet nie zdążyłbym dojechać do stolicy na czas, a mieszkańcy liczyli na moją obecność. Zwykle po takich spotkaniach jest wiele pytań, wiele rozmów kuluarowych. Dlatego stało się tak jak się stało. Zresztą na Prezydium często zdarza się, że kogoś brakuje, to nic nadzwyczajnego. Myślę, że w każdej większej grupie – a nasza partia jest bardzo dużą grupą osób walczących o lepszą Polskę – są różnice zdań. Są tacy, którzy mają inną optykę wobec tego, co dzieje się w Polsce i każdy ją artykułuje na swój sposób. Nie widzę tutaj jakichś różnic czy rozbieżności w porównaniu do tego, jak to wygląda w innych partiach i jak to wyglądało u nas wcześniej. A mówiąc o frakcjach, to zależy co ma pan na myśli. Grup, grupek jest nie dwie, ale co najmniej kilka. Wszyscy jesteśmy z frakcji Polskiej. Wszyscy chcemy, żeby Prawo i Sprawiedliwość zwyciężyło w 2027 roku i tak trzeba na to patrzeć.
Potrzebujecie głębokich zmian aby odzyskać zaufanie wyborców i wrócić do władzy?
– Przede wszystkim potrzebujemy nowego otwarcia. Potrzebujemy, aby Polacy z powrotem dostrzegli, że jesteśmy ugrupowaniem, obozem politycznym, który ma ciekawą wizję przyszłości. Nasza prawica, obóz Prawa i Sprawiedliwości to obóz, który bardzo mocno przyczynił się do modernizacji Polski jednak to się już stało i dla Polaków jest zamkniętym rozdziałem w historii. Teraz nasi rodacy myślą o przyszłości, niepokoją się tym, co widzą wokół siebie. Uważam, że potrzebujemy patriotyzmu konserwatywnego, ale również nowoczesnego – i nie ma tu żadnej sprzeczności. Ja proponuję nowe rozwiązania. Gospodarcze NATO, które miałoby zintegrować kraje transatlantyckie. Proponuję Europę opartą na strategicznych sojuszach, a nie na budowie jednego państwa z europejskim rządem. Proponuje dla Polski koncepcję „Powered by Poland”, zakładającą budowę suwerennego modelu rozwoju opartego na krajowych inwestycjach, przetargach wygrywanych przez polskie firmy i zatrzymywaniu kapitału w kraju. Różne rozwiązania, które przysłużą się rozwojowi naszej ojczyzny.
Jest pan postrzegany jako potencjalny kandydat na lidera zjednoczonej prawicy, nawet niektórzy widzą w panu w przyszłości kandydata na prezydenta. Jakie ma pan plany polityczne na najbliższe lata?
– Trochę mnie pan podpuszcza, żebym chyba wszystkim możliwym osobom podpadł. Mówiąc poważnie, to chcę pracować w miejscu gdzie jestem. Na rzecz Zjednoczonej Prawicy i dla naszego sukcesu. Nie ma tygodnia, żebym nie miał kilku spotkań z mieszkańcami. Wiem jakie panują nastroje. Wiem jaka jest percepcja społeczna i chcę dalej przyczyniać się do tego, by ten nasz solidarnościowy model gospodarczy i społeczny mógł być kiedyś w przyszłości na powrót realizowany.
Jesteśmy w okresie świąteczno-noworocznym, czego by pan życzył naszym mieszkańcom z tej okazji?
– Zaczynając od tego najważniejszego dla mnie wymiaru życia, życzę aby Polska pierwszy raz od 400 lat była na tyle silna, aby mogła się sama obronić. Mamy na to szansę, mamy dość silną gospodarkę. Zostawiłem następcom stabilny budżet, który już zniszczyli, oby Polacy pilnowali ich, żeby się nie udało im tego zmarnować. To jest moje pierwsze życzenie. Dla regionu podkarpackiego życzę, aby było to miejsce takie jak je kiedyś, razem z panią premier Beatą Szydło określiliśmy – Polska Bawaria. Czyli region, który odnajduje w sobie wielki potencjał swojego piękna, mądrych ludzi, przedsiębiorców, przemysłowców, żeby tutaj chcieli budować swoją przyszłość, bo to będzie też dobre dla mieszkańców. A biorąc pod uwagę nasz rodzinny, osobisty wymiar, to życzę wszystkim Państwu, wszystkim mieszkańcom Jarosławia, Przeworska i okolic, całego województwa naprawdę dobrych świąt, pełnych nadziei, dobrego, pięknego nowego roku. Życzę wiary w sens naszego życia. Ciepłych, serdecznych i pięknych świąt Bożego Narodzenia.
Dziękuję za rozmowę.
– Dziękuję i pozdrawiam czytelników Gazety Jarosławskiej oraz Gazety Przeworskiej.
