Krzyż przy polnej drodze w Krzeczowicach

Krzyże przydrożne powstawały z różnych przyczyn. W regionie odnajdziemy krzyże upamiętniające ważne wydarzenia, np. powstałe jak wotum dziękczynne za zniesienie pańszczyzny, upamiętniające tragiczne zdarzenia np. czyjąś śmierć, upamiętniające cmentarze choleryczne. Te, stawiane w polach były też drogowskazem dla wędrujących.  Ktoś, kto przemierzał teren i na rozstaju dróg zobaczył krzyż, wiedział, że blisko znajduje się wioska. Obiekty takie zaznaczone są na wojskowych mapach austryjackich z czasów zaborów. Krzyże stawiane przy domach, polach są dzisiaj również świadectwem wiary ich fundatorów. Intencje ich powstania dotyczyły też życia prywatnego. Według przekazu jeden z takich  krzyży  ufundowany został w Krzeczowicach.  Znajduje się na skraju pola, przy  drodze prowadzącej z Krzeczowic do Żuklina. Asfaltowa wstążka wije się w stronę żuklińskiej „Mogiły”, czyli miejsca gdzie według podań pochowano tatarskiego wodza. Obiekt widoczny jest z daleka ponieważ otaczają go dwie wysokie tuje.  Jest to metalowy krzyż, jednak pierwotnie stał w tym miejscu krzyż drewniany. Na krzyżu niesamowicie prezentuje się sporych rozmiarów wizerunek ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. Nad nim przymocowana jest niewielka tabliczka z napisem INRI. Od miejsca łączenia ramion krzyża odchodzą promienie  zakończone grotami, wykonane z metalu. Przy krzyżu nie brakuje kolorowych kwiatów oraz zniczy.  – Ten krzyż postawiłem z dziesięć lat temu. Do tamtej pory był w tym miejscu drewniany krzyż, ale nie został postawiony przeze mnie. Na nim był wizerunek Pana Jezusa. Krzyż był stary i zgnił. Wywrócił się na pole i trzeba było coś zrobić. Ten metalowy będzie stał długo. Co do historii drewnianego krzyża, to wcześniej pole to należało do bardzo religijnych właścicieli. Słyszałem, że to małżeństwo stawiało krzyże, kapliczki na rocznice ślubu. Czasem ktoś tam świeci znicza, ale nie wiem kto, bo nie spotkałem. Ja daję tam kwiaty – mówi Stanisław Wrona, mieszkaniec Krzeczowic.

 

Marcin Sobczak