W naszych winnicach…

13 października 2020 Wyłącz przez geistchen

Od miesiąca niedzielne ewangelie skupiają się na winnicy. Najpierw właściciel szuka robotników i obnaża ich wzajemną zawiść i zazdrość. Potem uświadamia, że nie liczą się słowa, ale czyny, a na końcu pokazuje, że dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie.

 


Reklama


Ale mądrości mądrościami, a życie życiem. Łatwiej funkcjonować z dnia na dzień, niż z roku na rok, bo nie trzeba być takim odpowiedzialnym. Zresztą jak tu nie żyć z dnia na dzień, kiedy co 24h bombardują nas statystykami i przede wszystkim strachem. Dziwne, bo jeszcze przed chwilą wszystko było pod kontrolą… to już robi się coraz bardziej skomplikowane. Zwłaszcza że od 10 października znowu chodzimy w maseczkach przymusowo, nawet na „świeżym” powietrzu. A szkoły działają, póki co, dalej… Logiczne?

 

Tymczasem jarosławski szpital przestał przyjmować ludzi na niektóre oddziały na pewien czas. Oczywiście ze względów bezpieczeństwa. Co za czasy, rok temu nauczyciele strajkowali i przestali uczyć… dla dobra uczniów, a dziś lekarze, którzy mają leczyć choroby, zamykają się przed pacjentami, którzy właśnie są chorzy, też dla ich dobra. Za chwilę po wydzwonieniu numeru alarmowego 112 usłyszymy teleporadę jak sobie radzić podczas pożaru, bo strażacy nie przyjadą ze strachu przed wirusem.

 

W międzyczasie powiat jarosławski stara się o prawie 6 milionów złotych od norweskiego rządu. Ale może mieć problem, bo podobno dyskryminuje LGBT i Norwegia może za to nie przyznać bezzwrotnego dofinansowania. Wygląda na to, że niedługo w różnych wnioskach może pojawić się tajemnicza rubryka „światopogląd” i będzie to główne kryterium pozytywnego rozpatrzenia. Mam nadzieję, że władze powiatu nie będą się specjalnie starać tłumaczyć ani zabiegać o przychylność norweskiego rządu. Dla pieniędzy nie warto rezygnować z własnych wartości. Tym bardziej że budżet na 2020 wynosił 175 milionów złotych, więc brak tych 6 milionów nie powinien „położyć” powiatowych finansów.

 

W naszych miastach – winnicach codziennie potrzebne są ręce do pracy. Może gdyby każdy z nas zrobił coś dla swojego otoczenia od siebie, to nie musielibyśmy liczyć na polityków, żeby pomagali nam żyć. Ale trzeba by działać, a nie mówić i oglądać się na innych. Bo już nie wiem… czy my potrafimy wspólnie tylko maszerować, strajkować i się wykłócać?

 

Sebastian Niemkiewicz