Jeden dzień wakacji

Sprawdziliśmy, czy mieszkając w okolicach Jarosławia bądź Przeworska można spędzić jeden dzień wakacji fajnie, ciekawie i niekoniecznie w Bieszczadach, a przy tym tak, by był interesujący dla wszystkich. Wzięliśmy także pod uwagę, by oprócz odpoczynku i relaksu duch nie ucierpiał i miał okazję się podbudować.

 

Wyjeżdżaliśmy większą grupą. Dlatego zarezerwowaliśmy autokar korzystając z oferty Ośrodka Szkolenia Kierowców „Wiraż”. Wacław Ochota, właściciel ośrodka zapewnił, że nie musimy zbytnio planować, bo kierowca bez kłopotu przejmie rolę przewodnika. Wiózł nas pan Krzysztof. Dowiózł, pomógł i spokojnie odstawił. Wyjeżdżający w mniejszych grupach muszą przyjąć na siebie część zadań.

Wacław Ochota, właściciel Ośrodka Szkolenia Kierowców „Wiraż” zadbał o bezpieczny dojazd.

Na Zwierzyniec

Startujemy przed godz. 8 z Jarosławia kierujemy się na Roztocze. Około godz. 10 po spokojnej jeździe z koniecznymi przystankami mijamy Zwierzyniec i meldujemy się w Obroczy na przystani kajakowej. Wita nas Mirosław Rudy, właściciel wypożyczalni kajaków „U Rudego”. Część z nas lokuje się w nich. Pokonujemy leniwym nurtem Wieprza trasę do Zwierzyńca. Inni jadą do pobliskiego Guciowa, by wchodząc pod strzechy, przenieść się do wsi swoich pradziadków. W Guciowie jest ciekawie i bardziej spokojnie. Spokojny i płytki Wieprz też zbytnio nie podnosi adrenaliny u płynących kajakami. Spływ zaburza czasem ktoś zmagający się z łódką, która za nic nie chce ustawić się dziobem w kierunku jazdy. Uważać trzeba wpływając na zalew w Zwierzyńcu, bo drogę przegradza nisko wiszący mostek. Trzeba się położyć. Próba przepłynięcia tyłem może skończyć się wywrotką. Sprawdziło to dwóch redakcyjnych kolegów. Po godzinie wyschli. W tym czasie bus przysłany przez Rudego zabrał nas na miejsce startu. Spływ zajął około półtorej godziny i zrelaksował. Wracający z Zagrody Guciów uważali, że wybrali ciekawszą propozycję. Kajakarze mieli inne zdanie.

Zespół redakcyjny Gazety Jarosławskiej.

Do małej Fatimy

Z Obroczy jedziemy do Nowin Horynieckich. Odwiedzamy położoną w leśnym wąwozie kapliczkę Matki Bożej postawioną w miejscu, gdzie w 1636 r. Najświętsza Panienka ukazała się dzieciom. Klimatyczne miejsce. Można się tu oderwać zabieganego świata. Szemrzą źródełka, a wypływająca z nich woda ma według przekazów cudowne właściwości. Zalecana jest na kłopoty z oczami. W półmroku drewnianej kapliczki można choć przez chwilę być bliżej siebie. Urokliwe miejsce z bijącym źródłem nazywane jest małą Fatimą. Wyjątkowość i duchowy charakter miejsca podkreśla położna w pobliżu Świątynia Słońca. Miejsce pogańskich obrzędów religijnych. Czas nie pozwala na jej odwiedzenie. Z obejrzenia słynnej drewnianej cerkwi w Radrużu też trzeba zrezygnować.

Marcin Krupa, właściciel Kresowej Osady w Baszni Dolnej zaprasza na tradycyjne i lokalne potrawy. Kontakt: 500 738 500.

Kresowa Osada

Jedziemy do Baszni Dolnej. Tam oczekuje na nas Marcin Krupa, właściciel Kresowej Osady. Po pełnym różnorodnych przeżyć dniu czas na odpoczynek. Miejsca jest dość. Zrekonstruowane stare budynki przyciągają. Młodsi korzystają z placu zabaw. Regionalna kuchnia, a po niej grill podsumowuje wyjazd.

Przed wybuchem pandemii osada była pełna gości. Teraz spokojniej.

Jeśli spływ to z Rudym.

Pełni przeżyć i wrażeń wracamy. Udało nam się potwierdzić, że w ciągu jednego dnia możliwy jest ciekawy wyjazd, w którym można podbudować ducha, nie zapominając o atrakcjach dla ciała. Na dodatek taka wycieczka okazała się ciekawa dla całej grupy.

Zagroda w Guciowie.

Szczególnie teraz, w dobie koronawirusa, lepiej wszystko zaplanować wcześniej. Umówić się telefonicznie lub mailowo. Wtedy wyjeżdżamy myśląc tylko o czekających atrakcjach.

Red.

Czytaj w papierowym wydaniu Gazety